Zamknij

Cierpienia młodego Wertera na Reddicie. Doomer tak naprawdę nie istnieje

11:50, 01.01.2022 | Przemysław Batorski

Od kilku lat w mediach społecznościowych pojawia się postać doomera, którą niektórzy traktują bardzo poważnie jako świadectwo wielkich problemów młodego pokolenia. Tymczasem doomer jest po prostu fikcyjnym obrazkiem i pojęciowym workiem, do którego wrzucamy znane od lat problemy społeczne. Jako wytwór interaktywnej kultury internetu powinien być traktowany niczym nowoczesne dzieło sztuki. Jedynym, co może świadczyć o istnieniu doomera i czynić tę postać kimś więcej niż kłębkiem chorób społecznych, jest troska o klimat. Jednak walka z ociepleniem klimatu także może być opisana jako stylizacja.

W SKRÓCIE

Czasami dyskutujemy o dziełach kultury tak, jak gdyby stanowiły wyłącznie zapisy trwających procesów społecznych. To poważny błąd.

Statystyki spożycia alkoholu i narkotyków oraz odsetek samobójstw nie wskazują na to, że młodzi Europejczycy skłaniają się ku doomeryzmowi.

Doomer to pojęciowy worek na problemy społeczne znane już od dawna. Nowe są jego memiczne wizerunki i składanki „Russian doomer music”.

Doomer nie ma trybu życia i nie spotkamy go na ulicy – to my nim jesteśmy, jeśli w niego wierzymy, w naszej wyobraźni.

Jeszcze zanim zaczęliśmy mówić o fake newsach, przeciętny użytkownik internetu poddawał się trendom w mediach społecznościowych, które pojawiają się co parę miesięcy i zaprzątają jego uwagę, a potem zostają wycofane. Niektóre modne tematy pozostają z nami przez lata, funkcjonują jak stałe punkty odniesienia.

Czymś takim stało się w ostatnich latach pojęcie doomera. Niedawno w podcaście Klubu Jagiellońskiego Piotr Kaszczyszyn, Konstanty Pilawa i Bartosz Brzyski zastanawiali się nad pokoleniem „dwudziestoparolatków, którzy pogrążeni są dziś w depresyjnej apatii i nie potrafią uwierzyć w swoją przyszłość, zwiastują nadchodzącą zagładę, mimo tego, że funkcjonują w dobrobycie materialnym”. Pytali, czy katolik może być doomerem i czy  potrafiliby określić samych siebie jako doomerów. Krótko mówiąc, potraktowali mem poważnie i odnieśli go do siebie.

Jestem sceptyczny. Podejrzewam, że doomer nie istnieje jako rzeczywisty człowiek albo rzeczywista postawa. Tam, gdzie koledzy z Klubu widzą realne zjawisko, ja dostrzegam konstrukcję znaków, którą należy odczytywać raczej tak, jak odczytujemy dzieła sztuki w muzeach, książki albo filmy.

Uważam, że pomijając etap znaku, popełniamy poważny błąd. Czasami dyskutujemy o dziełach kultury tak, jak gdyby stanowiły wyłącznie zapisy trwających procesów społecznych. Zaniedbujemy przy tym analizę samego dzieła. Tymczasem kultura często wyraża potencjalne postawy, a nie opisuje tego, co już istnieje. Co więcej, dzieło kultury nie jest obiektywnym narzędziem badania świata.

Choć przekazuje nam informacje o rzeczywistości i może umożliwić poznanie, pozostaje wytworem konkretnego autora, wykonanym przy użyciu technik artystycznych i osadzającym wymyślone postacie w fikcyjnym świecie. Nawet „dokumentalne” dzieła zawierają element fikcji. Nawet twórcy, którzy deklarują, że opisują życie, zmyślają (co zostało dowiedzione np. w reportażach Ryszarda Kapuścińskiego). Jeśli nie weźmiemy tego pod uwagę, nie będziemy w stanie odróżnić książki, filmu, serialu czy chociażby mema od rzeczywistości.

W tym artykule opiszę doomera jako twór kultury, a nie zjawisko życia społecznego. Będę korzystać z narzędzi semiotyki kultury, aby przedstawić, jakie jest znaczenie doomera, jak jest on „zrobiony” i co ma w nas wywoływać.

Urok bycia więzionym przez znaki

Semiotyka jest teorią znaków. Żeby zrozumieć pojęcie znaku, spróbujmy wyobrazić sobie, że go nie rozumiemy, tak jak Antek z noweli Bolesława Prusa. „– Patrzcie, dzieci, jaka to mądra rzecz pisanie. Te trzy znaczki takie małe i tak niewiele miejsca zajmują, a jednak oznaczają – dom. Jak tylko na ten wyraz popatrzysz, to zaraz widzisz przed oczami cały budynek, drzwi, okna, sień, izby, piece, ławy, obrazy na ścianach, krótko mówiąc – widzisz dom ze wszystkim, co się w nim znajduje” – zaznaczał nauczyciel. „– Musi to chyba być łgarstwo!” – odpowiedział Antek, a nauczyciel pobił go prętem.

Antek uosabia naiwność wobec znaku, której nie ma osoba dojrzała, umiejąca czytać i pisać. Zazwyczaj nie myślimy o tym, że język, jakim się posługujemy, jest skomplikowanym systemem działającym w sposób umowny. To konwencja decyduje, że łączymy wyobrażenie przedmiotu, plan treści (cały budynek) z sekwencją dźwięków i znaków graficznych – planem wyrażania („dom”). Słowo dom pewnie nie sprowokuje dyskusji politycznej, ale inne pojęcia (prawa reprodukcyjne, toksyczna męskość, doomer albo być za życiem) już tak. Spory polityczne możemy postrzegać jako dyskusje o tym, czy piętrowe konstrukcje znakowe mają odpowiedniki w rzeczywistości – czy zwolennicy życia nie są hipokrytami albo czy toksyczna męskość nie jest wymysłem lewicy.

Z punktu widzenia semiotyki kultury „dom” to poziom języka naturalnego, na którym słowa są jeszcze nieskażone ideologią. Język ten semiotycy nazwali pierwotnym systemem modelującym, ponieważ zawiera on model rzeczywistości. Wszystko, co możemy nazwać kulturą – prawo, religię, literaturę, malarstwo, film, folklor, kulturę masową itd. – określili jako wtórne systemy modelujące, które bazują na języku naturalnym i działającym w nim mechanizmie odniesienia między znakiem a przedmiotem. To jak gdyby piramidy ze znaków. Zobaczmy w praktyce, jak skorzystać z narzędzi naukowych do opisu doomera.

Codzienność w wykonaniu doomera

Jak zachowuje się doomer? To pytanie nastręcza poważnych trudności. W epoce memów doomer może oznaczać wiele różnych stanów, postaw i przypadłości. Łatwiejsza do ustalenia jest postać doomera (mema, nie rzeczywistej osoby) – w języku semiotyki „plan wyrażania”, czyli odpowiednik słowa „dom”, które nauczyciel Antka napisał na tablicy. Zaczniemy od tego, potem zajmiemy się „planem treści”, czyli odpowiednikiem „całego budynku”, który Antek miał sobie wyobrazić.

Na memach z doomerem widać narysowaną banalną kreską białą twarz w półprofilu, znaną z wielu innych memów – to tzw. Wojak w czapce typu beanie, palący papierosa. Google Trends mówią, że Wojaka spotykamy w sieci już od kilkunastu lat, wersja typu doomer powstała jesienią 2018 r., a w Polsce zagościła jesienią 2019 r. Doomerowi przypisuje się rozmaite cechy, tak jak parze Virgin vs. Chad, w najróżniejszych przeróbkach.

Bazowy doomer to wizerunek młodego mężczyzny, który jest przygnębiony przemianami cywilizacyjnymi i problemami typowymi dla młodego wieku (niestabilnością relacji, wielkomiejską samotnością, trudnościami w zdefiniowaniu własnej tożsamości, kłopotami ze znalezieniem pracy) i zmartwiony zbliżającym się końcem świata (najczęściej z powodu zmian klimatycznych). Doomer podkreśla swój pesymizm samotniczym zachowaniem, ciemnymi ubraniami itp., zazwyczaj jest też uzależniony od alkoholu i/lub narkotyków.

W podcaście koledzy z Klubu zwracają uwagę, że doomeryzm najlepiej wyrażają utwory zespołu Molchat Doma z Białorusi oraz inne ścieżki w rodzaju Russian doomer music, zbierające na YouTubie miliony odsłon. Tym ostatnim często towarzyszy wizerunek rosyjskiego doomera (Wojaka) z trzydniowym zarostem i podkrążonymi oczami – ten wariant, jak przystało na Rosjanina, nie wylewa za kołnierz. Doomer może też być abstynentem.

Żeby powiedzieć coś o tym, czy doomerstwo jest istotnym problemem społecznym, musielibyśmy odpowiedzieć na pytania, czy dramatycznie rośnie liczba samobójstw wśród młodzieży. Czy policja ma dane dotyczącego tego, że ktoś popełnił samobójstwo z takiego powodu, jak lęk przed katastrofą klimatyczną? Czy młodzi ludzie coraz częściej uzależniają się od alkoholu i narkotyków? Czy badania socjologiczne dokumentują takie niepokojące trendy? Może da się znaleźć reportaże o doomerach, może młodzieżowa moda je wyraża? Może doomerzy na wzór innej nieco depresyjnej społeczności inceli mają swoje fora internetowe i kanały komunikacyjne?

Już dość pobieżny research wskazuje, że odpowiedź na powyższe pytania brzmi: raczej nie. Dane Eurostatu wskazują, że spożycie alkoholu i narkotyków w Europe w ostatniej dekadzie w grupie wiekowej 15-34 lata jest stabilne, podobnie jak odsetek samobójstw, przy czym, jak zauważają badacze, „późny wiek dojrzewania i płeć męska są uniwersalnymi czynnikami ryzyka”. Wiadomo też, że chociaż kobiety częściej dokonują prób samobójczych, to mężczyźni robią to bardziej skutecznie – zjawisko to znane jest od dziesięcioleci. Statystyki nie wskazują więc na to, że społeczeństwa Europy masowo skłaniają się ku doomeryzmowi.

Cierpienia młodego Wertera na Reddicie

Wysuwam więc inną tezę: doomeryzm jest pojęciem-workiem na problemy społeczne, które znamy już od dawna. Na przyklad kanał doomer na Reddicie liczy zaledwie 24 tysiące użytkowników (10 razy mniej niż kanały o samotności i smutku). Młodzi mężczyźni (dominujący na kanale) zwierzają się z takich problemów, jak nudna praca, przesadnie wymagający szef, trudności z zagadaniem do dziewczyny, poczucie dorastania w biedzie na tle bogatszych rówieśników, uzależnienie od gier komputerowych, lęk przed wychodzeniem z domu. Wrzucają też samodzielnie stworzone memy z Wojakiem-doomerem, proszą o podesłanie dobrych ścieżek Russian doomer music, publikują zdjęcia sugerujące, że udało im się znaleźć dziewczynę.

Użytkownicy redditowego kanału wykonują własne przeróbki podstawowego mema, które bywają oryginalne i dowcipne (np. jeden z memów przypomina „stracone pokolenie” po I wojnie światowej), ale zazwyczaj są przewidywalne i adresowane do zamkniętej społeczności kanału. Tak samo jest z memami tworzonymi przez wszystkie społeczności Facebooka i innych platform, od komunistów po katolickich organistów. Najbardziej uderzają mnie wyznania użytkowników kanału: „Jestem tak młody, ale czuję ten sam strach o przyszłość, który odczuwają doomerzy. Odnalazłem samego siebie w postaci doomera, jak gdyby był to mój własny obraz w zwierciadle”.

Takie świadectwa wskazują na główny problem interpretacji kultury popularnej. Jeśli pytamy, gdzie jest doomer w społeczeństwie, to podchodzimy do niego jak do starych klasycznych dzieł kultury, które wywierały na nas wrażenie, bo opisywały rzeczywistość. Kiedy sukces Cierpień młodego Wertera sprawił, że Europa zaczęła się obawiać fali samobójstw (do dziś nie udowodniono, że „efekt Wertera” to coś więcej niż legenda), mogliśmy mówić o istnieniu bohatera stworzonego przez konkretnego pisarza, Johanna Wolfganga von Goethego, do którego starali się upodobnić czytelnicy. Oczywiście wielu epigonów zaczęło naśladować Goethego (można powiedzieć, że w sposób memiczny), ale żaden nie przyćmił oryginalnego autora, który niczym dyktator pokazał ludziom, jak mają żyć. To były czasy powieści. Minione wieki charakteryzuje władza silnych odbiorców nad masami – prasa, radio, telewizja potrafiły zmusić opinię publiczną do myślenia na dany temat.

Podobnie do wielkich książek działa kino społeczne. Kiedy na polskie ekrany trafił film Galerianki, mówiący o zjawisku prostytucji dziewczynek, powstała również klasyczna struktura przekazu. Reżyserka Katarzyna Rosłaniec stworzyła dzieło, które było interpretowane przez nas wszystkich. Raczej nie mogliśmy odpowiedzieć nakręceniem własnego filmu fabularnego – reagowaliśmy poprzez recenzje, komentarze, prywatne rozmowy skupione na tym, czy i w jakim stopniu film odpowiada rzeczywistości.

Memy internetowe funkcjonują w innym od tradycyjnego, rozproszonym systemie, w którym wielu odbiorców-nadawców generuje ogromną liczbę wariantów danego znaku. Wiemy dokładnie, czym zajmuje się Werter albo nieletnie prostytutki. Nie istnieją książki ani filmy definiujące doomera. Internetowa popkultura w odróżnieniu od tradycyjnej kultury słowa ma interaktywny charakter i pojęcia nieustannie w niej ewoluują.

Najbardziej udane memy stają się wiralami i anonimowy autor zwraca na swoje dzieło uwagę rzeszy internautów. Co więcej, interaktywność odpowiada za wrażenie, że memy stale oferują coś nowego, tymczasem zmienia się raczej forma niż treść. Jeśli rosyjskie czy białoruskie zespoły grające smutną muzykę będącą świadectwem braku nadziei na zmianę polityczną mają być symbolem doomera, to warto podkreślić, że z tym problemem Europa Wschodnia zmaga się od stuleci.

Fanggotten, autor internetowy, który syntetycznie opisał postać doomera, twierdzi, że doomerzy istnieli od zawsze. Zauważa, że to jeszcze jedna z reakcji na „chaos wywołany zmianami społecznymi”.

Jak komentuje internautka pod linkowanym filmem, „zabawne jest to, że zdecentralizowana grupa internautów, tworząc memiczne charaktery, jest w stanie opisać rzeczywistość o wiele trafniej niż jakiś doktor socjologii. Z samym charakterem doomera jestem w stanie się utożsamić dość mocno. Dużo elementów się zgadza, w końcu czuję, że jestem w stanie się jakoś scharakteryzować”. Ten popularny komentarz ukazuje, jak działa motyw doomera.

Rozmawiając o tej grupie społecznej, interpretujemy wizerunek, ikonę, skomplikowany znak drugiego stopnia mający swoją historię, technikę, będący częścią szerszego tekstu. Każdy kolejny mem funkcjonuje jak małe dzieło sztuki i upodabnia się do tysięcy już istniejących obrazków. Jest indywidualny, a jednak mało oryginalny. Nowa forma i stare treści. Interaktywność sprawia, że te wspólne wyobrażenia są w znacznie większym stopniu kształtowane przez odbiorców, niż miałoby to miejsce w przypadku książki. Zapominamy jednak o tym, że to my sami wcielamy się w doomera, że odbiorcy są zarazem nadawcami.

Komentarze potwierdzające, ile osób identyfikuje się z postacią doomera, pojawiają się także pod ścieżkami doomer music. Internauci deklarujący się jako młodzi ludzie zwierzają się z problemów wieku dojrzewania i młodości: izolacji, niskiej samooceny na tle szkolnego konkursu popularności, kłótni w domu, rozwodu rodziców, napięcia związanego z koniecznością wybrania kierunku studiów, trudności ze znalezieniem pracy. Kilka czy kilkanaście lat temu powiedzielibyśmy, że osoby, które się na to skarżą, cierpią na depresję, aspołeczność, patologiczną nieśmiałość, choroby społeczne. Mówilibyśmy o przemocy w szkole, konieczności wprowadzenia obowiązkowych mundurków, by przeciwdziałać nierównościom. Wskazywalibyśmy też na uzależniający wpływ mediów elektronicznych i społecznościowych oraz młodzieżową kulturę konsumpcji, spadek prestiżu i wartości humanistycznego wykształcenia itd. Od paru lat bardziej podkreślamy wysokie koszty życia i niemożność osiągnięcia przez młodzież poziomu życia ich rodziców (boomerów), ale to wciąż nie wystarcza, by powstało nowe pojęcie. Co zatem się zmieniło (oprócz eksplozji social mediów i produkcji memów), że mówimy o doomerze?

Rosyjscy debakryści na internetowych forach

Jeśli coś sprawia, że wszystkie te przejmujące, ale typowe problemy kilku pokoleń tworzą jakąś spójną postawę, to jest to przekonanie o katastrofie klimatycznej. Wyrażenie to wdarło się do debaty publicznej, pojawiły się inicjatywy w rodzaju Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, na dobre zagościła w popkulturze kojarzona przez złośliwych krytyków z kłopotami wieku dojrzewania postać Grety Thunberg (co ciekawe, nie ma ona wpływu na płeć doomera-everymana: jest to młody mężczyzna, a nie kobieta; doomer girl służy najczęściej do wyśmiewania klasycznego doomera; Greta jest żywym memem).

Troska o klimat nadaje doomerowi i wszystkim osobom, które popierają postulaty troski o środowisko, swoisty romantyczny rys. Z punktu widzenia semiotyki współczesna lewica i obrońcy planety wykazują wiele cech romantycznych, takich jak przekonanie o tym, że żyjemy w historycznym momencie i musimy coś zrobić („Jak śmiecie?” – pytała Greta światowych przywódców), uczestnictwo w protestach i happeningach, manifestowana przemiana stylu życia (weganizm, nieprasowanie ubrań, praktyki zero waste), śmiertelna powaga. W podobnym stylu zachowywali się romantyczni rewolucjoniści i mesjaniści wszystkich epok.

Doomerzy z Reddita nie myślą jednak zbyt często o ociepleniu klimatu. A nawet gdyby wyłoniła się grupa doomerów mająca spójny program polityczny, to nadal bylibyśmy w stanie ją analizować jako przykład żywych romantyków. Semiotyka nie jest bowiem wyłącznie narzędziem do badania dzieł kultury. Zwłaszcza rosyjscy semiotycy badali za jej pomocą historyczne style zachowań. Jednym z ciekawszych przykładów byli dekabryści, którym wybitny semiotyk Jurij Łotman poświęcił tekst Dekabrysta w życiu codziennym.

Ludzie ci – rosyjscy oficerowie i urzędnicy, których określenie pochodzi od nieudanego buntu przeciw carowi z grudnia 1825 roku – tworzyli wyjątkowo osobliwą konspirację. Przekonani, że należy wprowadzić liberalne reformy i demokrację, dekabryści prezentowali na co dzień śmiertelną powagę. Przy każdej okazji poruszali w towarzystwie tematy polityczne, co było dotąd w Rosji niespotykane, zakrawało na ujawnienie tajemnicy państwowej i gruby nietakt. Chodzili na bale, żeby na nich nie tańczyć, gardzili życiem towarzyskim, naśladowali bohaterów literatury romantycznej. Pragnęli upodobnić się do Brutusa, zabójcy Juliusza Cezara, i strącić cara z tronu w obronie wolności.

Najdziwniejsze było to, że spisek (jak łatwo się domyślić) był jawny, car znał doskonale skład środowiska buntowników. W rezultacie dekabryści musieli się rozwiązać i zawiązać na nowo, by zachować elementarną konspirację. Ich dziwne zachowanie wynikało z wiary, że zostaną ocenieni przez historię, że będzie się o nich pisało powieści i poematy. Jako romantycy starali się wcielić w życie tekst literacki i kształtowali swoje życie na wzór nieistniejącej jeszcze literatury.

Gdy patrzę na dzisiejsze dyskusje medialne i spory polityczne, chętnie przypominam sobie takie historyczne przykłady, jak właśnie dekabrystów – ich styl rzuca nowe światło na zjawiska w rodzaju Russian doomer music i poświęcenie dla klimatu, pozwala je smakować inaczej. W końcu członkowie subkultury zawsze udają, że ich zachowania nie da się opisać, można tylko ich naśladować albo być ich przeciwnikami. Naukowy punkt widzenia pozwala się od tego zdystansować i zobaczyć fikcję lub stylizację tam, gdzie dla subkultury jest tylko prawda.

Gdzie jest doomer?

Wróćmy do doomera. Czy troska o zmiany klimatu świadczy o tym, że taka postać istnieje? Moim zdaniem nie. Doomer jest tylko obrazkiem powielanym w tysiącach bardzo podobnych, ale nieidentycznych wersji, pojęciowym i ikonicznym workiem, do którego wrzucamy znane od dekad problemy społeczne i troskę o Matkę Ziemię, dodajemy też trochę fascynacji śmiercią, co było zjawiskiem znanym w różnych epokach (sam w latach szkolnych często słuchałem smutnej muzyki, zanim zdałem sobie sprawę, że powoduje ona złe samopoczucie, i przestałem). Jednak sama postać doomera jest tak zmienna, że właściwie nie da się jej opisać – to środek komunikacji w prosty sposób szybko zmieniających się treści.

Odbiorcy mema do pewnego stopnia uświadamiają sobie to rozproszenie, ale wciąż wierzą, że istnieje jeden tekst opisujący rzeczywistość. To właśnie robią koledzy z podcastu, którzy po prostu nakładają na doomerskie memy własne doświadczenia, ale mówią o problemach pokolenia. I w końcu – doomer jest w dużej mierze żartem, zaś to, co on konkretnie oznacza, ustalamy za każdym razem na nowo podczas każdej rozmowy o nim albo wymiany wiadomości.

Jeśli podobnie jak ja masz wrażenie, że problem doomera jest fikcyjny, dzieje się tak dlatego, że ktoś korzysta ze starego języka, żeby opisywać nowe zjawiska. Interpretujemy obrazek, który komunikuje nam pewną wizję rzeczywistości, ale tak naprawdę jest przez nas współtworzony, a następnie odczytywany w mikrospołecznościach, w których żyjemy (znajomi, fanpage na Facebooku), co odbiera mu uniwersalność. Nauka wciąż wypracowuje narzędzia do badania nowych mediów.

Doomer nie ma trybu życia i nie spotkamy go na ulicy – to my nim jesteśmy, jeśli w niego wierzymy, w naszej wyobraźni. Dlaczego wydaje się nam, że postaci wymyślone w internecie żyją naprawdę? Dlatego że lubimy myśleć, że znaki kultury są naturalne, że to, na co się umówiliśmy, jest prawdą. Dlatego że opowieści wciąż zaopatrują nas w sposoby rozumienia świata.

Pozbawieni kryteriów estetycznych i analitycznych, takich jak semiotyka, z której narzędzi skorzystałem, nierzadko uznajemy za prawdę to, co w danym momencie wielu ludziom wydaje się prawdą. Tymczasem bardzo często jest to po prostu fikcja, która ma poprzez radykalne uproszczenia tłumaczyć nam skomplikowany świat. Warto mieć dystans do znaku, który posiadał analfabeta Antek – lepiej czasami się zbłaźnić niż nigdy nie pomyśleć, że struktury znaków, które nas otaczają, to może jednak łgarstwo.

Autor: Przemysław Batorski

Literaturoznawca i redaktor. Doktorant w Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Członek zespołu redakcyjnego czasopisma idei „Pressje” oraz redakcji działowej „Kultura nieoczywista” portalu opinii Klubu Jagiellońskiego.

[ZT]18652[/ZT]

[ZT]18643[/ZT]

 

(.)

Internauta
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
0%