Zamknij

Zbrodnie niemieckie w Kruszwicy czyli historia zdrady sąsiedzkiej

PH, ilustracja Wirtualna Kruszwica/obróbka/archiwum NTH 16:51, 14.02.2026 Aktualizacja: 17:04, 14.02.2026
Skomentuj Zbrodnie niemieckie w Kruszwicy czyli historia zdrady sąsiedzkiej
  • O zbrodni w Łagiewnikach pisaliśmy wielokrotnie. Popularyzowaliśmy ten temat, organizując Marsze Patriotyczne do Łagiewnik. Przez wiele lat dociekaliśmy prawdy o owianym tajemnicą wydarzeniu, które wśród miejscowych bywało określane – zgodnie z kłamliwą niemiecką propagandą – jako „morderstwo na zbirach i złodziejach”.

  • Tekst powstał przy okazji przeszukiwania informacji na temat Kurta Koshyka, wioślarza z Kruszwicy, którego historię zgłębic chciał pan Jerzy, który napisał do Nadgoplańskiego Towarzystwa Historycznego. 

Dziś kilka słów o tym, że owi zbrodniarze, rozpoznani przez grabarzy, żyli wśród swoich ofiar. Byli częścią ziemi kruszwickiej, a mimo to po wybuchu wojny zmienili postawę, a może znajdowali się po tej stronie już wcześniej, jedynie skrywając swoje poglądy?

Wśród Niemców – oprawców Polaków w czasie II wojny światowej mieszkańcy po wojnie wymieniali kilkanaście nazwisk.W gronie tym byli: Baron Hugo Williamovitz von Moellendorf, Wiktor Ortwig, Max Hintze, Karl Gustav Hinsch, Andreae, Heinz Riother, Erich Damrath (z Gniewkowa), Emil Milbrandt, Kurt Kohsyk, Kurt Krüger, Ludwik Liedke, Emil Plotzke, Gogolin oraz Fritz Rothenbuch.

Spośród tych nazwisk grabarze w Łagiewnikach rozpoznali Ortwiga, dwóch braci Milbrandtów, Krügera, Kohsyka (wspomnianego wyżej), Schneidera, Schacka i innych. Zbrodnia łagiewnicka była jedną z pierwszych masowych egzekucji dokonanych przez okupanta niemieckiego na terenie Kruszwicy po wybuchu II wojny światowej.

Kilka osób zostało zatrzymanych w bramach przy Rynku. Rekonstrukcja, Nadgoplańskie Towarzystwo Historyczne, rok 2017.

::news{"type":"see-also","item":"46856"}

Zbrodniarze żyli tu przed wojną

Szczególnie wstrząsające jest to, że część z wymienionych osób nie pojawiła się na ziemi kruszwickiej dopiero wraz z Wehrmachtem czy administracją okupacyjną. Mieszkali tu już wcześniej. Funkcjonowali w przestrzeni społecznej Kruszwicy i okolic, byli znani z imienia i nazwiska, uczestniczyli w życiu towarzyskim, sportowym i zawodowym regionu.

Nazwisko Wiktora Ortwiga, księgowego z Kobylnik, późniejszego burmistrza Kruszwicy (1939 - 26 lutego 1940), pojawia się w przedwojennej prasie lokalnej. W „Dzienniku Bydgoskim”  odnotowano jego udział w zawodach strzeleckich w Kruszwicy. Ortwig wziął udział w 1936 roku w zawodach kulania kręgli o nagrody, urządzonych w ramach nowopowstałego klubu kręglarskiego w Kruszwicy. Kulanie odbyło się w ogrodzie hotelu „Pod Mysią Wieżą”, gdzie zresztą zwyciężył i zdobył 52 punkty. We wspólnej zabawie, zaledwie trzy lata przed zbrodnią łagiewnicką wzięli udział Hieronim Jackowski, Otto Manthey, Antoni Skonieczny, Telesfor Górny, Władysław Borówka, Otto Koshyk, Franciszek Talarczyk, Edmund Chmielewski, Franciszek Neumann, Teodor Wesołowski i Edmunt Berndt.

Rok później, w sierpniu 1937 r., wymieniono go ponownie w notatce towarzyskiej dotyczącej spotkania kręglarskiego w ogrodzie hotelu „Pod Myszą Wieżą”. Występuje tam jako jeden z uczestników wydarzenia, bez funkcji urzędowej, bez tytułu, jako zwykły mieszkaniec. Oprocz rywalizacji, zarówno Polacy, jak i Niemcy wzięli udział w skromnej kolacji.

Ortwig był częścią lokalnej społeczności jeszcze przed wybuchem wojny. Nie był anonimowym funkcjonariuszem przybyłym z głębi Rzeszy. Był człowiekiem, którego nazwisko w Kruszwicy znano.

Podobnie w przypadku innych osób o nazwisku Ortwig w regionie – w 1932 roku w prasie odnotowano Karola Ortwiga z powiatu mogileńskiego, krewnego Wiktora. Ten akurat nie krył swojej niechęci do Polaków jeszcze długo przed wojną.

Dramatyzm wydarzeń z września 1939 roku polega również na tym, że egzekucji dokonywali ludzie, którzy jeszcze niedawno żyli obok swoich przyszłych ofiar. Spotykali się na ulicach, w sklepach, na wydarzeniach sportowych. Byli częścią tej samej społeczności. Po wybuchu wojny część z nich błyskawicznie weszła w struktury okupacyjnej administracji, obejmując stanowiska władzy – jak Ortwig, który został pierwszym burmistrzem Kruszwicy po wkroczeniu Niemców.

Innym przykładem był Kurt Kohsyk, wymieniany przy okazjie zbrodni w Łagiewnikach – przedwojenny wioślarz, startujący z Polakami w zawodach sportowych, zarówno lokalnych, jak i ogólnokrajowych. Kohsyka wspominał jako uczciwego i dobrego człowieka, zmarły kilka lat emu Jerzy Uklejewski. Zwrócił uwagę, że Niemiec został przed wojną doktliwie pobity na tle rabunkowym. Nie wiedział jednak, że ów brał udział w zbrodni w Łagiewnikach. 

Sam Kurt był zawodnikiem klubu wioślarskiego.  W relacjach z IX Propagandowych Regat Pomorskich w Toruniu (23 sierpnia 1936 r.) jego nazwisko pojawia się w składzie młodzieżowej czwórki półwyścigowej (do lat 18), obok Banachowskiego, Sieradzkiego i Woźniaka (sternik Billert).

W wynikach regat kruszwickich z 25 lipca 1937 r. „Koshyk Kurt” ponownie figuruje w zwycięskiej osadzie KW „Gopło”. W zestawieniach zawodników najczęściej startujących w latach 1933–1939 występuje jako „K. Koshyk” – reprezentant klubu w regatach krajowych.

Zbrodnia łagiewnicka była więc nie tylko aktem terroru okupanta. Była także dramatem zdrady sąsiedzkiej – sytuacją, w której osoby znane lokalnej społeczności stanęły po stronie oprawców i współuczestniczyły w jednej z pierwszych masowych egzekucji na terenie Kruszwicy.

Zbrodnia w Łagiewnikach – przypomnienie

24 września 1939 r. uzbrojeni żołnierze niemieccy zatrzymywali mężczyzn na ulicach miasta, a następnie wyprowadzali ich na pola łagiewnickie. Części z zatrzymanych (12 osób) nakazano wykopanie dużego dołu – przyszłego miejsca egzekucji. Następnie doprowadzono kolejną grupę – 36 brutalnie pobitych i wyczerpanych więźniów, wśród których znajdował się młody duchowny katolicki.

Według relacji świadków – grabarzy zmuszonych do udziału w tych wydarzeniach – skazańców ustawiano grupami przy wykopanym rowie i rozstrzeliwano strzałami w twarz i szyję, a rannych dobijano. W egzekucji uczestniczył pluton żołnierzy niemieckich pod dowództwem oficera. Jej przebieg obserwowali również miejscowi Niemcy, w tym ówczesne władze okupacyjne miasta.

Jedną z ofiar był mieszkaniec Kruszwicy, który przed śmiercią miał zawołać: „Niech żyje Polska”. Po egzekucji zmuszono grabarzy do ułożenia ciał w dole i zasypania mogiły. Według relacji niektóre ofiary w chwili zasypywania wciąż dawały oznaki życia.

Część Polaków zmuszonych do prac przy mogile została później zwolniona pod groźbą zachowania milczenia. Los kilku innych pozostał nieznany.

(PH, ilustracja Wirtualna Kruszwica/obróbka/archiwum NTH)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu mojakruszwica.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%