Zamknij
REKLAMA

Młodzi, chcecie mieszkań? Czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty… politycznej!

07:17, 29.04.2022 | Sebastian Przybył
Skomentuj
REKLAMA

„Mieszkanie prawem, nie towarem” – po wypowiedzeniu tego hasła z pewnością nie usłyszymy dziś błogiej ciszy. Z jednej strony mamy do czynienia z klasycznym sporem socjalistów i liberałów, z drugiej zaś problem mieszkalnictwa pokazuje różnice międzypokoleniowe Polaków. Po radykalnych podwyżkach stóp procentowych problem tego zaniedbanego przez kolejne rządy sektora coraz bardziej się uwypukla. Wprawdzie potyczki między „odklejonymi boomerami” a „leniwymi młodymi” mają dotychczas wymiar głównie internetowy, jednak zaangażowanie polityków i publicystów jaskrawie i dobitnie unaocznia, jak wiele różni dziś konkretne pokolenia i ideowe bańki.

Awantura o mieszkalnictwo wybuchła ze zdwojoną siłą po ostatnich podwyżkach stóp procentowych. Mają one związek z gwałtownym wzrostem inflacji. Proponowane podwyżki obniżą popyt na kredyty i docelowo zmniejszą inflację. Poziom stopy referencyjnej jest najwyższy od 2014 roku. Podwyżka ta oznacza także wzrost rat kredytów, w tym kredytów hipotecznych. Te z kolei są dziś praktycznie niezbędne, aby rozpocząć starania o własne cztery ściany.

W efekcie od dwóch tygodni możemy zaobserwować wzmożoną dyskusję na temat mieszkalnictwa, która ma charakter międzypokoleniowy, ale też stricte polityczny. Twitter aż huczy od wzajemnych inwektyw „odklejonych boomerów” oraz „roszczeniowych i leniwych młodych”. Celem zobrazowania problemu warto przytoczyć niektóre tweety w uproszczonym podziale na „libków” i „lewaków”.

 

Powyższe wpisy wyraźnie pokazują brak wzajemnego zrozumienia i podstawy do wypracowania wspólnego stanowiska. Liberałowie, reprezentowani często przez starsze lub bardziej zamożne osoby, za kluczową kwestię uważają odsunięcie PiS-u od władzy oraz dalsze budowanie narracji w oparciu o praworządność, ochronę praw i wolności obywatelskich. Z kolei lewica, którą wspiera wiele młodych Polaków, wyraźnie podkreśla, że konieczne jest przechylenie środka ciężkości na polityki dotyczące codziennego życia obywateli, a więc również na prawa ekonomiczne.

Wieloletnie zaniedbania

Problem mieszkalnictwa był przez lata pomijany przez kolejne rządy, począwszy od transformacji ustrojowej. III RP odziedziczyła po PRL-u dość korzystną sytuację w tym sektorze. Podjęta w latach 60. i 70. XX wieku masowa inicjatywa budowy mieszkań sprawiła, że problem ten nie był aż tak palący. Ponadto w pierwszej dekadzie po 1989 roku ceny nieruchomości również nie były przesadnie wygórowane. Obecna sytuacja nie przypomina jednak tej sprzed ponad 20 lat.

Możemy wyróżnić trzy podstawowe sposoby zaspokajania potrzeb lokalowych: kupno mieszkania, wynajem prywatnego lub wynajem od państwa. Problem polega na tym, że kupno jest dziś bardzo drogie, wynajem na prywatnym rynku osiąga horrendalne sumy przewyższające nierzadko połowę miesięcznych zarobków, a wynajem od państwa praktycznie nie istnieje.

Pierwszym – i racjonalnym zarazem – działaniem ze strony państwa był pomysł budowy TBS-ów w 1995 roku, jednak nie zdecydowano się nigdy na poważne inwestycje w tej materii. Programy takie jak „Rodzina na swoim” czy „Mieszkanie dla młodych” oferowane przez rząd PO-PSL polegały kolejno na dopłatach do rat kredytowych oraz jednorazowym dofinansowaniu do wkładu własnego.

Po dojściu do władzy rządu PiS-u zaproponowano program „Mieszkanie Plus”. Zakładał on budowę 100 tys. mieszkań przeznaczonych do taniego najmu z możliwością wykupu. Inicjatywa wystartowała w 2016 roku, lecz do 2020 roku udało się wybudować zaledwie 10,3 tys. mieszkań.

W ramach Polskiego Ładu powstał program „Mieszkanie bez wkładu własnego”, gwarantujący uczestnikom pomoc w uzyskaniu kredytu hipotecznego. Wszystkie pomysły, z wyjątkiem TBS-ów i „Mieszkania Plus”, zakładały pomoc kredytową, co nie eliminowało problemu wiązania młodych z trzydziestoletnimi zobowiązaniami finansowymi.

Podstawowym problemem rynku mieszkaniowego w Polsce jest zbyt mała liczba lokali. Do osiągnięcia średniej unijnej wciąż brakuje nam 4-5 mln mieszkań. Dodatkowym problemem jest także kupowanie ich do celów inwestycyjnych.

Jak jednak zwraca uwagę urbanista Kosma Nykiel w analizie otwierającej niedawny raport Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego Lokalna alternatywa. Jak wybudować w Polsce brakujące mieszkania?, kluczowym pytaniem jest: „Ile jakich mieszkań brakuje i gdzie?”.

„Analizy zapotrzebowania na mieszkania (uwzględniające zmiany demograficzne, rozwój gospodarczy, strategiczne interesy państwa oraz zapobieganie niekorzystnym zjawiskom, np. suburbanizacji) powinny być podstawą tworzenia strategii przestrzennych kraju, województw i mniejszych jednostek samorządu” – zwraca uwagę ekspert.

Młodzi nie chcą kredytu, ale go wezmą

Debata ostatnich tygodni prezentuje uproszczony podział na „roszczeniowych” młodych i „uprzywilejowanych” starszych. Najnowsze badania zaprezentowane w raporcie Pęknięte pokolenie rewolucjonistów? autorstwa Przemysława Potockiego i Bartosza Machalicy pozwalają nam jednak określić, jak rzeczywiście wyglądają poglądy i aspiracje najmłodszych Polaków dotyczące miejsca zamieszkania. Badanie na zlecenie Centrum Daszyńskiego zrealizowano na osobach w kohorcie wiekowej 18-24 lata.

Badania jakościowe wskazują, że cztery ściany są jednym z podstawowych życiowych celów młodych ludzi. Interpretują je jako niezależność, bezpieczeństwo i wolność. Przeprowadzone wywiady wskazują, że dla znacznej części respondentów to nie mieszkanie, a własny dom jest szczytem aspiracji. Dom z ogrodem i garażem symbolizuje wysoki status materialny.

Kredyt to dla młodych najmniej atrakcyjny sposób nabycia własnej nieruchomości. Jako powody wskazywali problemy ze spłacaniem rat przez swoich rodziców lub innych członków rodziny. Ankietowani podkreślali, że osobiście doświadczali negatywnych skutków zaciągania kredytów na wiele lat, co w konsekwencji budzi ich naturalną niechęć do samodzielnego wchodzenia na tę ścieżkę.

Jednocześnie z badań ilościowych wynika, że w związku z brakiem działań państwa w sektorze mieszkaniowym ponad połowa (51,3%) respondentów deklaruje, że zdecyduje się najprawdopodobniej wziąć kredyt hipoteczny na dom lub mieszkanie. Niemalże taki sam odsetek ankietowanych (48,6%) twierdzi, że państwo powinno budować mieszkania na wynajem.

W opozycji do obecnego młodego pokolenia stoi pokolenie ich rodziców, które w adekwatnym wieku znalazło się na przełomie transformacji ustrojowej, a nawet wcześniej. Afirmują oni ciężką pracę, zarzucają niejednokrotnie swoim dzieciom brak ambicji, lenistwo i niechęć do rozwoju. Nierzadko można usłyszeć argumenty w stylu: „Ja w twoim wieku już zakładałem moją firmę, zaczynałem od sprzedaży na bazarze, a dziś mam hurtownię”.

Starsze pokolenie nie ma jednak na uwadze odmiennego charakteru obecnego rynku pracy, zdecydowanie wyższych cen mieszkań oraz faktu, że dawniej nawet średnia znajomość języka angielskiego pozwalała na zdobycie dobrze płatnej pracy w dopiero co otwierającej się filii zagranicznej firmy. Dziś płynna znajomość jednego języka obcego nie zagwarantuje dobrej pracy, a ceny, niedobór mieszkań i warunki stawiane przez banki niemal przekreślają szanse na uzyskanie kredytu.

Fakty o polskim rynku mieszkaniowym nie przekonują jednak części publicystów sympatyzujących z obozem liberalnym. Dla lewicowych polityków stały się naturalnym podłożem do promowania własnego programu.

Problemy mieszkaniowe przekreślą wspólną listę na opozycji?

Wraz z powrotem Donalda Tuska do polskiej polityki temat wspólnej listy opozycyjnej od PSL po Lewicę znów przybrał na sile. Lider PO podkreśla, że jest to jedyna możliwa szansa na pokonanie w wyborach Prawa i Sprawiedliwości, jednak nie spotykał się z wyraźną aprobatą ze strony potencjalnych sojuszników.

Przeciw wspólnej liście przemawia przede wszystkim niepowodzenie projektu Koalicji Europejskiej z 2019 roku, bowiem zjednoczenie od PSL po SLD nie przyniosło zwycięstwa, pozostawiło opozycję daleko za obozem władzy (6,91 p.p. straty). Zwolennicy wspólnej listy (głównie z KO) podkreślają jednak, że PiS można by pokonać, gdyby nie osobny start Wiosny Roberta Biedronia, która zyskała 6,06%.

Do wspólnych działań nie są chętni również ludowcy. Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje start w dwóch blokach – centrolewicowym i centroprawicowym. Ten ostatni miałby jego zdaniem szanse na pozyskanie dotychczasowych wyborców PiS-u. W podobnym tonie wypowiada się lider Polski 2050, Szymon Hołownia, a także zmarginalizowany po opuszczeniu Zjednoczonej Prawicy Jarosław Gowin.

Wśród argumentów przeciwko wspólnej liście zwykle pojawiają się stricte taktyczne lub dotyczące różnic w kwestiach światopoglądowych. Tymczasem spór o politykę mieszkaniową, który obserwujemy w ostatnim czasie, uświadamia, że również poglądy na politykę gospodarczą i społeczną mogłyby stanowić ogromny problem dla takiego projektu.

W perspektywie wymiany inwektyw między liderami lewicowej i liberalnej dużo łatwiej wyobrazić sobie, czym skończyłby się wspólny start Partii Razem i Nowoczesnej pod jednym sztandarem.

Recepta dla młodych

Trudna pozycja mieszkaniowa młodych Polaków jest pokłosiem licznych, zależnych od siebie czynników. Wiele z nich zostało już wyżej przytoczonych, lecz równie ważna jest także kwestia zaangażowania młodych w sprawy publiczne. Jak powszechnie wiadomo, frekwencja wśród najmłodszych wyborców odbiega zwykle od tej wśród starszych. To sprawia, że politycy wyczuwają, gdzie zyskają najwięcej głosów i o interesy których elektoratów opłaca im się najbardziej troszczyć.

Pojawia się także problem demograficzny, bowiem 20-30 latków jest dziś znacznie mniej niż 35-45 latków, którym oferuje się „Program 500+”, czy emerytów powyżej 65 roku życia, którym stale dawana jest „trzynastka”, a nawet „czternastka”.

Jeśli młodzi Polacy nie zaangażują się bardziej w życie publiczne, ich interesy nie zostaną dostrzeżone. Nie chcą jednak mieszać się w politykę, bo uznają, że jest brudna i skorumpowana. W interesie decydentów nie leży złagodzenie tonów ani większa transparentność, która mogłaby zachęcić najmłodszych do udziału w życiu publicznym. Oznaczałoby to bowiem konieczność zaspokojenia kolejnego elektoratu, a w dłuższej perspektywie wyraźną konkurencję w wyborach.

To wszystko sprawia, że „leniwi młodzi” (zgodnie z sugestiami „libkowych boomerów”) powinni zakasać rękawy i wziąć się do pracy. Pracy dla dobra wspólnego i zatroszczenia się o własne interesy na drodze wyraźnego zaangażowania i artykułowania swoich potrzeb. To w konsekwencji zmusi polityków do realizacji postulatów młodych.

 

O autorze:

Sebastian Przybył - Absolwent dyplomacji na Uniwersytecie Gdańskim, obecnie student stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Jagiellońskim i helwetologii na Uniwersytecie Warszawskim. Zastępca Przewodniczącego Rady Dzielnicy w Gdańsku. W wolnym czasie lubi śledzić meandry polskiej polityki i podróżować po Europie – interesuje się zwłaszcza państwami niemieckojęzycznymi.

[ZT]19933[/ZT]

[ZT]19928[/ZT]

 

(Sebastian Przybył)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

KruszwiczaninKruszwiczanin

2 0

Moja konkluzja , na dzień dzisiejszy nie widzę możliwości prawidłowego rozwoju młodego człowieka w Polsce. Już teraz wiem , że za chwilę moje dzieci wyjadą pracować i żyć za granicą. Jako rodzicowi , żal, ale wiem, że tutaj dla młodych ludzi 20+ nie ma żadnej alternatywy. Chyba że wegetacja za 2700 netto . Na początku lat 80tych mój ojciec jako jedyny żywiciel rodziny potrafił zbudować dom, wykształcić dzieci i nawet pojechać na wakacje pracownicze. Dziś, mając średnią krajową, pincet plus , drugą wypłatę żony żyję z miesiąca na miesiąc , bez fanaberii , bez wczasów, bez wyjścia do kina, teatru itp. Typowe życie ludzi 45+. 08:59, 29.04.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%