Zamknij

„Odella” w Kruszwicy. Jak tran z Bremy trafił do pruskich aptek

PH, NTH 12:00, 04.01.2026 Aktualizacja: 12:12, 04.01.2026
Skomentuj
  • Wśród drobnych ogłoszeń prasowych z końca XIX wieku trafiają się reklamy, które dziś czyta się jak kapsułę czasu. Jedna z nich, opublikowana w 1899 r. informuje, że także w aptece kruszwickiej można było kupić firmowy „Lahusen’s Lebertran” pod znakiem „Odella”.

  • Reklama obiecywała pomoc „przy gruczołach, skrofułach, angielskiej chorobie, anemii” oraz „dla wzmocnienia” dzieci opóźnionych w rozwoju. Brzmi jak typowa medycyna epoki, ale za tym anonsowym językiem stoi ciekawa historia: przemysłowego „specyfiku” z aptecznym rodowodem, sprzedawanego w całej Europie i budowanego jako marka, którą trzeba było odróżniać od podróbek.

Co to była „Odella” i co właściwie sprzedawano?

Słowo „Lebertran” oznacza tran czyli olej z wątroby dorsza. W XIX wieku był to jeden z najpopularniejszych środków „wzmacniających”: podawany dzieciom i dorosłym, łączony z ideą „odbudowy sił” i leczenia chorób.

W przypadku Lahusena sprawa jest jeszcze ciekawa.  Z przekazów o historii bremenskiej „Engel-Apotheke” wynika, że w firmowej recepturze zwykły tran „ulepszono” dodatkiem związków jodu i żelaza, mowa o preparacie określanym jako „Jod-Eisen-Lebertran”, czyli tran jodowo-żelazowy. Opisy wskazują m.in. na dodatek ok. 0,2% jodku żelaza oraz stabilizację mieszanki cukrem, aby ograniczać rozkład składnika. 

To ważne: w epoce, gdy nowoczesna dietetyka dopiero się rodziła, jod i żelazo kojarzono z „krwią” i „siłą”, a niedokrwistość (anemia) była częstym rozpoznaniem. W reklamie z 1899 r. pojawia się więc typowy zestaw wskazań: osłabienie, „choroba angielska” (krzywica), problemy „gruczołowe” i „skrofuły”.

Dlaczego reklama tak mocno akcentowała nazwę i „nieautentyczne” preparaty?

W ogłoszeniu z 1899 r. uderza formuła w rodzaju: „zwracać uwagę na nazwę”, „wszystkie inne preparaty są nieautentyczne”. Ten ton nie był przypadkowy. Rynek medykamentów przełomu XIX i XX wieku był przepełniony konkurencją: aptekarze, wytwórcy i pośrednicy sprzedawali różne odmiany tranu, a jakość bywała nierówna (problem przechowywania, jełczenia, zanieczyszczeń, domieszek). W takich warunkach marka i znak towarowy stawały się gwarancją i narzędziem walki z konkurencją. Nie dotyczyło to tylko leków ale także wynalazków o czym pisaliśmy w dziale dotyczącym szalonych wynalazków na Kujawach.

[ZT]47087[/ZT]

Ten model budowania „marki farmaceutycznej” dobrze widać także w późniejszych, łatwo dostępnych dziś cyfrowo numerach gazet niemieckich: w anonsach powtarza się schemat „Marke Odella” + obietnica skuteczności + wezwanie do unikania naśladownictwa. 

Skąd to przyszło: apteka w Bremie i masowa dystrybucja

Lahusen nie był anonimowym wytwórcą z prowincji. Teksty o dziejach bremenskiej apteki wskazują na przedsiębiorczy charakter projektu: receptura została prawnie chroniona, a sprzedaż rozwijano szeroko, również poza samą Bremą. W źródłach lokalno-historycznych opisuje się, że Wilhelm Heinrich Lahusen junior miał na „Jodelli” zbić znaczący majątek, a skala dystrybucji była na tyle duża, że nawet po sprzedaży apteki miały istnieć zapisy ograniczające możliwość wytwarzania/odsprzedaży tego preparatu przez następców. 

Z kolei biblioteki i zbiory muzealne potwierdzają, że „Jodella” funkcjonowała jako pełnoprawny produkt reklamowy, z własnymi seriami druków i materiałów promocyjnych (np. wydawnictwa i grafiki sygnowane przez firmę Lahusen). 

Kruszwica w sieci nowoczesności

Najciekawszy wątek z perspektywy Kruszwicy, nie dotyczy samego smaku tranu (powszechnie znienawidzonego przez dzieci), lecz kanału dystrybucji i poziomu „podłączenia” małych miast do obiegu nowoczesnych towarów. Reklama z 1899 r. pokazuje, że apteka kruszwicka działała w ówczesnej rzeczywistości jako punkt sprzedaży produktu, który: miał markę i rozpoznawalny znak, był promowany w prasie jako „najlepszy i najskuteczniejszy” oraz funkcjonował na obszarze wielu miast (w ogłoszeniach pojawiają się długie listy miejscowości i zapewnienia „we wszystkich aptekach”).

To z pozoru drobiazg, ale w praktyce mówi o kulturze zdrowia, o ekonomii codzienności i o tym, jak pruskie (i szerzej: środkowoeuropejskie) miasta końca XIX wieku konsumowały „farmaceutyczną nowoczesność”.

Czy to „działało”? Co mówi nam dzisiejsza wiedza

Z dzisiejszego punktu widzenia trzeba oddzielić dwie warstwy. Najpierw tran jako źródło składników odżywczych. W XX wieku potwierdzono, że oleje rybie zawierają m.in. witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (zwłaszcza A i D), co tłumaczy, dlaczego tran bywał kojarzony z poprawą kondycji dzieci i problemami kostnymi.

Druga sprawa to obietnice marketingowe. Reklamy z epoki przypisywały tranom (również tym „ulepszanym” jodem i żelazem) bardzo szerokie działanie. Od „gruczołów” i skrofułów po anemię. W praktyce była to mieszanka obserwacji, domysłów i języka perswazji, w czasach zanim ustandaryzowano badania kliniczne i rygor reklamy medycznej.

[ZT]48880[/ZT]

(PH, NTH)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu mojakruszwica.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%